Nam strzelać zakazano !

 

Tytuł felieton dotyczy strzeleckiej niemocy III-ligowej drużyny piłkarskiej Resovii, ale nie zawodzą za to jej kibice. W ich stronę kieruję słowa uznania, podziwu i podzięki! Jak dowiedziałem się za pośrednictwem niezawodnej Fundacji PRO Resovia, grupa sympatyków oddanych naszemu klubowi o biało-czerwonych „Pasiakach”, zorganizowała akcję pod nazwą „MUZEUM RESOVIA”.

W jej ramach postanowiła odnaleźć, a następnie wyremontować grób jakże barwnej postaci w dobrym tego słowa znaczeniu, byłego hokeisty, a także działacza klubu – Ignacego Skobli. Młodzi kibice zachęcają wszystkich, którym leży na serce dobro najstarszego klubu w Polsce, do odwiedzin tego miejsca pochówku oraz innych nie żyjących już ludzi, związanych z naszą ukochaną Sovią. To piękny gest, pomysł i tylko należy temu przyklasnąć! O Ignacym Skobli, który był z pochodzenia Czechem, a mieszkał przez lata samotnie na jakże Resoviackiej ulicy Baldachówka, pisałem wielokrotnie w książkach, mówiłem na antenie Radia „Rzeszów oraz w artykułach, pracując swego czasu w krakowskim „Tempie”, a także w dodatkach „Dziennika Polskiego” i „Gazety Wyborczej”. Osoba Ignacego Skobli będzie się dla mnie na zawsze kojarzyć z osobistej kultury i elegancji nawet codziennego ubioru. Lubił chodzić w jasnym garniturze, lub w jasnych swetrach, a w upalne lata, w krótkich białych spodniach i takich samychkoszulach. Świetny pływak i ratownik na basenie ROSiR. Tam był jedyny w tym czasie basen w Rzeszowie, a obok wieża spadochronowa. Jako mały chłopiec wdrapałem się nawet po schodach na tę wieżę, ale mimo tego, że spadochron był przywiązany do grubego mosiężnego masztu, strach mnie obleciał i z powrotem wróciłem na ziemię w dość szybkim tempie!

Kibice na stronach Resoviacy.pl od czasu do czasu cytują także moję dawne wspomnienia o Sovii, a także o Panu Ignacym, więc Czytelników odsyłam do ich zapisków. Co się tyczy piłkarzy, należy wyważyć opinię i trochę szkoda, że zaczynają równać w dół. A tak się fajnie marzyło nawet o awansie! Pewnie, że jeszcze nic straconego, ale dziękując podopiecznym trenera Szymona Grabowskiego i jemu samemu za sporo zwycięskich meczy, trzeba raczej przygotować się do powrotu w okrutne realia. Nasza Resoviacka młodzież jest utalentowana i co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości. Ale z niewiadomych dla mnie powodów doświadczeni zawodnicy, nie potrafią wziąć w swoje ręce (a raczej nogi i głowy) odpowiedzialności za to, co dzieje się na boisku. Nie zawodzą, bo przypomnę, że na dwanaście dotychczasowych spotkań o ligowe punkty, przegrali tylko dwa. Ale zatracili rozmach z pierwszych meczów, a wręcz denerwująca jest ich nieskuteczność! Powiem tak: Dziękujemy za już, ale będzie bardzo miło, jak odzyskacie pewność siebie, bo stać Was na wygrywanie w wielu jeszcze spotkaniach, których do końca jest jeszcze sporo! Nasłuchając wieści ze stadionu przy ulucy Wyspiańskiego, oglądałem w telewizji pojedynek siatkarzy Asseco Resovii z Jastrzębskim Węglem, rozgrywanym na Śląsku. Chłopcy, czy też panowie grający w naszej drużynie wygrali, ale nie z tego powodu powinni być obdarowani przez gospodarzy co najmniej skrzynką dobrego piwa. Lubię ich, bo przecież grają w drużynie o nazwie Resovii i dodatek Asseco bynajmniej mi nie przeszkadza. Jednak znowu nie nie mogę zrozumieć ich nazbyt dobrego serca i niestety, sportowej bezmyślności, zaczynającej się od końcówki trzeciego przegranego seta, a trwającej przez cały nieomal set czwarty. Dobrze, że obudzili się w tea-breaku! Ktoś powie, że nawet tak skromne zwycięstwo powinno cieszyć, bo grali przecież z mocnym rywalem na jego terenie.

Ta wygrana oczywiście cieszy, co pokazali nasi kibice, tańczący z radości po zakończeniu meczu. Tyle tylko, że powinni wygrać w trzech setach, w którym Jastrzębie popełniało tyle błędów, co oni w Bełchatowie. Tam Skra nie była tak „sercowo” nastawiona i bezlitośnie wykorzystała ich słabość, czego nie potrafiliśmy dokonać w czasie, w którym, aż o to się prosiło w Jastrzębiu Zdroju! Czwarty set był wręcz pokazem bezsilności naszych siatkarzy i gdyby przegrali, zyskaliby miano sportowych frajerów!

 

Wiesław Zieliński